Litwa, Łotwa i morze Bałtyckie

Palanga -> Kłajpeda -> Nida -> Liepaja -> Palanga 07.07-11.07.2017

Nasza Bałtycka wyprawa zaczęła się późno w nocy. Lot z Warszawy do Palangi (po polsku Połąga) kursuje o 22.35 i trwa 1h 25 min. Tak więc 00.55 jesteśmy na miejscu (+1 godzina czasu lokalnego). Palanga to miniaturowe lotnisko, ale jest lepiej skomunikowane z pobliskimi miastami niż niejedno „międzynarodowe” w Polsce. Busik czekał na ostatni przylatujący samolot i tak, zebrawszy wszystkich podróżnych, kierowca mówiący po rosyjsku, a nie litewsku (nasze pierwsze zdziwienia) zabrał nas do Kłajpedy. Finalnie około godziny 3 nad ranem udało nam się dotrzeć do hostelu i w końcu położyć spać 🙂

Kłajpeda spowita wędzoną rybą

Kłajpeda to typowe portowe miasto, pośród kanałów widać ustawione żaglowce i inne łodzie, a smaczku dodaje wszechobecny zapach ryb. Dodatkowo, widoczne są duże promy, które przypływają ze Skandynawii i nie tylko 🙂 Część miastowa pełna jest różnorodnych rzeźb. Nasza „przewodniczka-bałtystka” Aga zdradziła nam pewien sekret. Otóż Litwini mają słabość do tego rodzaju przyozdabiania swoich miast. To właśnie na całej Litwie można odnaleźć przeróżne rzeźby – od pomników historycznych, przez znane osobistości kultury i sztuki, po postacie z bajek i legend oraz te, które ciężko sklasyfikować. Park z około setką takich właśnie „ciekawych” rzeźb znajduje się w Kłajpedzie przy ulicy Lipowej (Liepų gatvė). Oprócz tego miasto oferuje dużą ilości lokalnych restauracji i kawiarni – serowy dom Džiugas, baras Senamiestis czy restauracja Forto Dvaras. Podczas naszej wycieczki nie mogło zabraknąć cepelinów z mięsem (zwanych również kartaczami) popitych lokalnym piwem Svyturys Baltas.

Architektura miasta nie zachwyciła nas jakoś specjalnie, chociaż widoczne są zarówno wpływy stylu hanzeatyckiego czy pruskiego. Kłajpeda przyciąga również turystów swoim wielkim oceanarium oraz delfinarium. My nie załapaliśmy się na pokaz skaczących delfinów, ale podobno robi wrażenie. A dodatkowo litewskie delfiny wykorzystywane są do różnych terapii z dziećmi.

Jednolita polityka językowa na Litwie jest widoczna na każdym kroku. Tutaj nawet najbardziej międzynarodowe słowa mają swoje litewskie odpowiedniki – co jest swego rodzaju bardzo ciekawym zjawiskiem.

Nida – tak blisko a jednak tak daleko

Nasz plan zakładał dojechanie na kraniec mierzei Kurońskiej do granicy z Kaliningradem – Nidy. Cała mierzeja liczy 97 km, Litewska część 50 km. Żeby tam dojechać najpierw musieliśmy „wydostać się” z lądowej części Kłajpedy na kosę – do miejscowości Smiltyne, skąd kursują busy przez cały Park Narodowy Mierzei Kurońskiej. Mierzeja porośnięta jest sosnowymi lasami, a jedną z najważniejszych atrakcji są wydmy, które stanowią aż 12% całej powierzchni parku 🙂 Nida to urokliwa, malutka, rybacka miejscowość z drewnianymi, kolorowymi domkami. Bardzo ciekawym elementem zdobniczym okolicy były postawione na wysokich palach mini płaskorzeźby imitujące drewniane domki. My skorzystaliśmy z chwili bez deszczu i piknikowaliśmy na wydmie Parnidis, z której mogliśmy obserwować wzburzone Morze Bałtyckie przy granicy z obwodem Kaliningradzkim. Wydmy to tysiące ton piasku, który jest w ciągłym ruchu, dlatego też poprowadzona jest specjalna ścieżka, po której można chodzić. Najwyższe wzniesienie wydmy ma 52 m i w tym miejscu ustawiony jest drewniany pokład obserwacyjny. Dodatkowo, jest to również miejsce gdzie w 1995 r. postawiono ogromny zegar słoneczny. Parę lat po wybudowaniu go, podczas ogromnego sztormu w czubek zegara uderzył piorun, który zniszczył 12 m słup. Obecny zegar jest jeszcze wyższy – 13,8 m i waży 36 ton. Co ciekawe jest to wyjątkowe miejsce ze względu na ludowe wierzenia pogańskie. Litwa, jako ostatnie państwo w Europie przyjęła chrzest i między innymi w tym miejscu czczone były wschody i zachody słońca na wodzie.

Liepaja – miasto, w którym narodził się wiatr

Nie będziemy pisać o zawiłej historii Łotwy, ani o jej demografii i strukturze językowej. Jedyną rzeczą, o której chcemy wspomnieć to tak wyraźna „mniejszość rosyjskojęzyczna”, która w rzeczywistości jest prawie połową ludności mieszkającą na Łotwie. W sklepach, restauracjach czy autobusach łatwiej było o kontakt w języku rosyjskim niż łotewskim (a Aga, nasza towarzyszka podróży – biegle włada również językiem łotewskim). Ciekawym przykładem, który chcemy przytoczyć był obiad w jednej z restauracji przy głównym deptaku. Podajemy jej nazwę, żeby przestrzec przed stołowaniem tam – Barons Bumbier’s. Obsługa mówiła wyłącznie po rosyjsku, łatwiej było się komunikować po angielsku niż w narodowym języku Łotwy. Ale to nie przed tym chcemy przestrzec 😉 Restauracja przeżywała jakieś załamanie kucharza lub inny strajk na kuchni. Zamówione dania dostaliśmy po ponad godzinie a na domiar złego okazało się, że więcej było w nim panierki niż ryby. Odradzamy!

Ale wracając do narodzin wiatru – Liepaja (po polsku Lipawa) słynie na całej Łotwie z nieustającej morskiej bryzy. To tutaj na brzegu Morza Bałtyckiego narodził się wiatr, cytując słowa piosenki „Pilseta, kura piedzimst vejš”. Lipawa to miasto – kurort z wieloma drewnianymi, kolorowymi domami wczasowymi minionej epoki. Można się tu poczuć jakby się przeniosło w czasie. Nam udało się zarezerwować nocleg w domu wczasowym Pērlīte (za zarezerwowanie przez ten link można otrzymać 50zł zwrotu na konto), który idealnie pasuje do klimatu miasta. Ale co jeszcze w Liepaji? Plaża, plaża i jeszcze raz plaża! Biały, drobniutki piaseczek wygrywa wszystkie rankingi 🙂 Zresztą ciężko to nawet opisać – zdjęcia wyrażają wszystko! W mieście znaleźć można sporo atrakcji w postaci kręgielni, czy minigolfa. Co ciekawe, znajduje się tutaj pomnik-monument poświęcony marynarzom, którzy zaginęli na morzu.

Palanga – miasto, w którym narodziły się fale

Może to dzięki pogodzie, może to też urok lokalnych trunków, a może rzeczywiście Palanga wydała nam się najbardziej letnim miejscem spośród odwiedzonych na Litwie i Łotwie. Tutaj każdy chciałby spędzić swoje wakacje 🙂 Przy głównym deptaku Basanavičiaus gatvė dochodzącym do morza znaleźć można dosłownie wszystko – niczym na sopockim Monte Cassino – restauracje, bary, kluby, sklepy czy lokalnych artystów. Po intensywnym zwiedzaniu przyszedł czas na relaks i opalanie 🙂 Plaża okazała się równie piękna co w Lipawie, biały, drobniutki piaseczek aż prosił się żeby na nim leżeć. Oczywiście nie ominęliśmy neoklasycystycznego pałacu Tyszkiewiczów, w którego wnętrzach zorganizowano teraz Muzeum Bursztynu. Odwiedziliśmy również przyległy Ogród Botaniczny z przepięknymi zielonymi alejami oraz baśniowym pomnikiem Egle i króla węży Żylwinasie.

Jak jechać to tylko latem!

Nie ma co ukrywać zatoka Bałtycka nie leży w Hiszpanii czy we Włoszech. Temperatury tutaj w sezonie nie powalają z nóg – dwadzieścia parę stopni i wszędobylski wiatr nie koniecznie sprzyjają wylegiwaniu się na plaży. Jednak warto się odważyć i spróbować „powakacjować” nad Bałtykiem. Polecamy miesiące letnie, bo jest większe prawdopodobieństwo na złapanie „północnego” słońca 🙂

K. i M.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Litwa, Łotwa i morze Bałtyckie

  1. Do praktycznych wskazówek dodam, że busik z lotniska, o którym mowa na początku, to nocny autobus (mikrobus) transportu publicznego. Warto na niego chwilę poczekać, bo zawozi zarówno do Połągi (10 min) jak i Kłajpedy (30 min), a kosztuje mniej niż 1 euro. Prywatny bus czekający na turystów przed lotniskiem kosztował… 9 euro.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Nigdy nie myślałam o odwiedzeniu tamtej okolicy, byłam na jednodniowej wycieczce w Wilnie i jakoś nie ciągnie mnie z powrotem w te strony, zwłaszcza, że najpierw musiałabym przejechać całą Polskę 😀

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s