Piwne Monachium

Niejednokrotnie bywa tak, że kierunek następnej naszej wycieczki wyznaczają promocje lotnicze. Tak było i tym razem, bo za niecałe 275zł udało nam się kupić bilety z Warszawy do Monachium na przedłużony weekend. Dodatkowym smaczkiem tej wyprawy miał być fakt pierwszego lotu narodowym przewoźnikiem Niemiec – Lufthansą.

Monachium 14-16.07.2017

Na pięknym i ogromnym lotnisku w Monachium lądujemy około godziny ósmej. Lot kameralnym E195 był przyjemny – cichy i elegancki. Bardzo miła odskocznia od popularnych u nas Ryanaira i Wizzaira. Zawsze cieszy mnie fakt poznania nowej linii, maszyny i ich zaplecza, załogi i ogólnie kultury pokładowej. Po wyjściu kręcimy się trochę po lotnisku bez zupełnego pośpiechu, w końcu doba hotelowa i tak zaczyna się po południu. W lotniskowym hipermarkecie Edeka poznajemy lokalne produkty i zaglądamy na półkę z piwami. Faktycznie sporo 🙂

Kolejką S8 po około 30 minutach dojeżdżamy na dworzec główny. Kierujemy się na Schützenstraße, do hotelu Smart Stay Station, zostawiamy bagaże i idziemy na pierwszy spacer.

Rano

Przez Karlsplatz i główny deptak Neuhauser docieramy w końcu na zastawiony przez foodtrucki Plac Mariacki. Dużo ludzi, gwar. Wiele gromadzi się w samym centrum. Dopiero punkt 11 przypominamy sobie, że to moment, w którym z wieży zegarowej nowego ratusza zabrzmi karylion. Zatrzymujemy się i oglądamy przez chwilę majestatyczny taniec lokalnych dworzan w rytm dzwonków. Trzeba przyznać, że to całkiem długa chwila, bo trwa około 5 min.

Nieopodal rynku rozglądamy się już „na zaś” za lokalnymi pamiątkami. Wstępujemy co jakiś czas do różnych sklepików. Jednym z ciekawszych sklepów (pomijając te z ręcznie robionymi zegarami i wszystkim dla fanów Bayernu Monachium) był ten z typowymi strojami bawarskimi! Ubrania klasyczne, nowoczesne, wieczorowe czy ślubne, a wszystko to w oryginalnym stylu. Ciekawym jest też fakt, że nie jest to tylko typowy sklep zrobiony pod turystów, ale prawdopodobnie też dla lokalnej społeczności, gdyż niejednokrotnie zdarza się zobaczyć na ulicy normalnych Niemców w tychże strojach. Niezaprzeczalnym jest też, że Bawarczycy są bardzo dumni ze swojej kultury, obyczajów i tradycji i się wyraźnie tego nie wstydzą.

Jest jeszcze dosyć wcześnie, więc jedziemy tramwajem 17 do pałacu Nymphenburg. Z zewnątrz stylem przypomina nieco wiedeński Schönbrunn. Przed rezydencją duża przestrzeń z sadzawką, a za ogromny park. Po rozległych ogrodach można się przespacerować i odetchnąć od wielkomiejskiego zgiełku (wejście do ogrodów za darmo). Wracamy kawałek piechotą. Po drodze zatrzymujemy się na ciepły pyszny posiłek – sznycel i kiełbaska, plus oczywiście niemieckie piwko! Dalej powrót 17 w okolice dworca głównego i naszego hotelu. Jadąc komunikacją miejską z lotniska warto dołożyć kilka centów i kupić bilet całodniowy za 12,80€ lub grupowy dla max 5 osób za 23,90€ (oficjalna strona transportu w Monachium).

Popołudnie

Popołudniowy spacer w tym samym kierunku, jednak tym razem nieco dalej. Po drodze wchodzimy na wierzę kościoła św. Piotra (bilet 3€). Do pokonania grubo ponad sto stopni z perspektywą pięknej panoramy. Zdecydowanie polecamy. Będąc na górze znowu możemy wsłuchać się w ciut przydługi karylion (godziny dzwonów: 11, 12 i 17).

Kolejny punkt naszej wycieczki to Viktualienmarkt – coroczne miejsce spotkań około 6 milionów ludzi. Tak, to właśnie w tym miejscu odbywa się Oktoberfest. Samo serce wrześniowej imprezy, która kończy się w pierwszą niedzielę października. W tym czasie rozlewane są tu hektolitry piwa. Do konsumpcji dopuszczonych jest tylko sześć browarów: Spaten-Franziskaner-Bräu, Augustiner, Paulaner, Hacker-Pschorr, Hofbräu oraz Löwenbräu. Ale nie tylko w okresie tej epickiej imprezy można doświadczyć niesamowitej atmosfery. Cały rok serwowane jest litrowe piwo (mniejszych tu się raczej nie uznaje), a tłumy miejscowych i turystów spotykają się na ogromnym placu porośniętym, dającymi cień, drzewami. Usiedliśmy na ławach przy długim stole i w towarzystwie wielkiego, pysznego precla wypiliśmy nasz złoty trunek.

Zadowoleni i wypoczęci ruszyliśmy w poszukiwaniu słynnego i popularnego Hofbräuhaus. Po drodze udało nam się jeszcze zobaczyć między innymi Rezydencję królów Bawarii oraz Teatr Narodowy. Jednak zgoła ciekawszym był dla nas pomnik Orlando di Lasso. Domyślam się, że prawie nikomu (jedynie pewnie zagorzałym znawcom muzyki klasycznej) ta postać nie jest znana. Rzecz w tym, że nie o samą postać, ale raczej o miejsce i jego historię chodzi. Otóż po śmierci Michaela Jacksona lokalni wielbiciele, pod wpływem emocji, zaczęli przynosić pod hotel Bayerischen Hof, w którym zawsze zatrzymywał się wokalista, kwiaty, znicze oraz zdjęcia artysty. Wszystko fajnie, ale po pewnym czasie władze hotelu miały widocznie dość i zakazały spendów. Nie wiem niestety kto wpadł na ten pomysł, ale fani wybrali pomnik jednego z najwybitniejszych kompozytorów renesansu za nowe miejsce kultu i pamięci Jacksona. Od tego czasu pomnik przypomina o dwóch muzykach.

Wieczór

Zaczęło kropić. My idealnie docieramy na miejsce i praktycznie susi wchodzimy do ogromnego domu piwnego. Przed zajęciem stosownego miejsca obchodzimy cały gmach po wszystkich piętrach. Wspaniałe miejsce. Ogromna strefa piwa, na górze bardziej dystyngowana restauracja, a jeszcze wyżej chyba już tylko dla wybranych. Można cofnąć się w czasie. Nie jest to tajemnicą, że lokal ten był ulubionym Hitlera i w nim dawał nie raz przemówienia. Domyślam się jednak, że w dzisiejszych czasach nie jest to raczej powód do dumy, dlatego informacji na ten temat próżno szukać na ścianach.

Orkiestra gra na całego. Tłum ludzi dobrze się bawi, a pomiędzy stołami pomykają pięknie, w iście oryginalnym stylu, ubrane kelnerki. Nie trzeba chyba nadmieniać, że każde z nas zamówiło po kuflu piwa Hofbräu – ja ciemne, Kena jasne. Do smaku zamówiliśmy typową dla regionu białą kiełbaskę. Tradycją jest podawanie jej na śniadanie i w teorii po dwunastej ciężko ją dostać. Lecz tu, w Hofbräuhaus, nie ma na to sposobu. Podawana w skórce, w gorącej wodzie, w gronie słodkiej musztardy i kromkach chleba. Moim zdaniem pyszne!

Do hotelu docieramy przed 22. Rano z ZOB (centralny dworzec autobusowy) będzie czekał na nas Flixbus do Schwangau. Flixbus to najpopularniejszy przewoźnik autokarowy w Niemczech, który swoją siłą pokonał nawet MegaBusa. Warto zainteresować się wcześniej, bo bilety są w bardzo przystępnych cenach – za podróż do Schwangau i z powrotem zapłaciliśmy 58zł od osoby.

Dzień drugi – Zamek Nowego Kamiennego Łabędzia

Schwangau – miejscowość oddalona od Monachium o blisko 90 km w linii prostej. To w niej znajduje się bajkowy zamek Neuschwanstein. Istne cudo rodem z bajki Disneya i rasowy przykład architektonicznego historyzmu. Autobus musi jednak pokonać nieco dłuższą trasę z przystankami w czasie 2h i 50min. Droga nie jest nudna, poruszamy się przecież po górskich terenach alpejskich. Naokoło przytulne drewniane domki, przyozdobione kwiatami jak z obrazków, a w tle wysokie Alpy. Pogoda nie zapowiadała się szczególnie. Ciemne chmury z prognozą na deszcz. Na miejscu mamy prawie 6 godzin do autobusu powrotnego. To idealny czas na zwiedzenie okolicy. Poza wspomnianym zamkiem, zobaczyć tu można także drugi – Hohenschwangau, nie mniej urodziwy, lecz nieco przyćmiony przez swojego kolegę oraz krystalicznie czyste jezioro Alpsee.

Żeby zobaczyć w całej okazałości zamek Neuschwanstein warto wybrać się leśną ścieżką na Marienbrücke. Niestety na moście spotkać można zazwyczaj tłum ludzi, a żeby wejść na niego, niekiedy ustawia się długa kolejka. Mostu i kolejki pilnuje stróż – część Azjatów próbująca ominąć nieświadomie kolejkę, zostaje odesłana na koniec. Nie ma co się przejmować, bo szybko idzie. Pocieszający jest też fakt, że tuż za mostem liczba osób zainteresowanych spada i to znacząco. Zdecydowanie polecamy wybrać się dalej w góry skąd widok jest jeszcze ciekawszy. Wystarczy raptem 30 minut, żeby oglądać widoki takie jak na filmie i zdjęciach poniżej 🙂

Po zejściu z gór przed powrotem, korzystając z ostatniej godziny w miasteczku, zaszliśmy do lokalnej knajpki na piwko. Zarówno ten zabieg jak i ogólne zmęczenie dały się we znaki. Znaczną część drogi powrotnej przesypiamy. Ale to nie koniec dnia pełnego wrażeń. Czekała nas jeszcze pyszna kolacja w Augustiner Bräustuben i naturalnie kolejne lokalne piwko! Zamówiliśmy przepysznego sznycla i zestaw kiełbasek. Moim zdaniem jedzenie w Monachium należy do najlepszych z jakim się spotkałem! 🙂

Na mapce zaznaczone wybitne miejsce, z pysznym jedzeniem i lokalnym piwem! Ceny bardzo przyjemne i co ciekawe tańsze o kilka euro niż w tym samym lokalu na głównym deptaku.

M. i K.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Piwne Monachium

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s