Kanada liściem klonowym usłana :)

Kanada – Toronto 15-19.10.2015

Na lotnisko YYZ (Port Lotniczy Toronto – Lester B. Pearson) przylecieliśmy z USA z lotniska La Guardia. Trzeba przyznać, że dopadł nas lekki stres, w momencie kontroli paszportowej jeszcze w Nowym Jorku. Pani kontrolerka zaczęła oglądać nasze polskie biometryczne paszporty i nerwowo szukać czegoś na kartkach papieru rozłożonych na kontuarze. Chwilę później usłyszeliśmy jak mówi do koleżanki ze zdziwieniem, że nie mamy wizy na lot do Kanady. Dobrze wiedzieliśmy, że ich nie potrzebujemy, ale i tak bicie naszych serc przyspieszyło się gwałtownie. Na szczęście druga pani upewniła ją, że ich nie potrzebujemy. Uff, a już wizja rozbitego wyjazdu zaczęła nam majaczyć przed oczami 😉

Do Haloween 2 tygodnie

Zupełnie tego nie planowaliśmy, ale udało nam się trafić na okres przed-haloweenowy. I tyle, ile się słyszy o komercjalizacji tego święta na kontynencie północnoamerykańskim, to wszystko totalna prawda. Tutaj, na 2 tygodnie przed Haloween, ludzie już mają przystrojone domy, a ci – którzy mają dzieci, wręcz prze-zdobione. Podjazdy, ogródki, chodniki, drzwi domów, okna – wszystko w aranżacji kościotrupowo-dyniowej. Bardzo ciekawe, bo co by nie mówić, u nas Haloween to jednak jeden wieczór, który może rzeczywiście coraz bardziej staje się popularny, ale jednak na tym się kończy. Dodatkowo, jadąc samochodem do wiosek pierwszych osadników – o tym za  chwilę, trafiliśmy na „dyniowe miasteczko”. Pewne rancho z okazji zbliżającego się Haloween urządziło sprzedaż dyń i innych warzyw w bardzo korzystnych cenach. Dla chętnych był też kukurydziany labirynt niczym z filmu „Znaki” z Melem Gibsonem 😉

Kulturalna stolica Kanady

Toronto leży w stanie Ontario nad brzegiem jeziora Ontario. Pomimo, że nie jest stolicą Kanady, jest największym miastem i to właśnie tutaj dzieje się najwięcej rzeczy. Oprócz pełnienia funkcji kulturalnej, Toronto jest też stolicą ekonomiczną i zagłębiem międzynarodowych korporacji. Po Nowym Jorku „downtown” Toronto wydawał nam się mały. Tak, są drapacze chmur, ale jakby mniejsze i nie tak wyzywające jak te na Manhattanie. Pierwsze wrażenie – miasto nowoczesne, ale stosunkowo małe i puste.

The Destillery Historic District

Oprócz drapaczy chmur i nowoczesnej zabudowy, w Toronto jest też dzielnica, w której zachowane są obiekty przemysłowe z epoki wiktoriańskiej. Jest tu również browar, gorzelnia Gooderham & Worts, teatry, galerie, restauracje oraz centra kulturalne. Pośród ceglanych domków i drewnianych ławeczek można poczuć się jak w XIX wieku. Na nas, Europejczyków, ta architektura raczej nie robi specjalnego wrażenia, można by powiedzieć, że wiele polskich miast posiada podobne elewacje 😉 Jednak dla Amerykanów ta część miasta to fragment ich historii – i nie tylko turyści są zachwyceni, okolica ta nieraz była wykorzystywana jako tło filmów, w których akcja toczyła się jeszcze w poprzednim wieku.

Narodowa Wieża Kanady czy Toronto Island Park?

CN Tower dostrzegalna jest praktycznie z każdego punktu Toronto. Mierzy 553.3 m i jest najwyższym punktem miasta. Na szczycie jest obrotowa restauracja, a powyżej taras widokowy. Ciekawą atrakcją jest możliwość spaceru po zewnętrznej krawędzi wieży – taka przyjemność wraz ze szkoleniem i pełnym ekwipunkiem kosztuje 225 CAD (link do CN Tower Edge Walk). Nam natomiast wspaniały widok zapewniła wycieczka promem na okoliczne wyspy. 7 CAD – 20 min i dopływamy do parku rozrywki ulokowanego na wielu przylegających do siebie małych wysepkach. Między sobą połączone są przeróżnymi mostami. Świetna sprawa – my niestety byliśmy już grubo po sezonie i park rozrywki, który się tu znajduje był zamknięty, ale ścieżki do spacerowania były otwarte 🙂 I tak zobaczyliśmy całe błyszczące downtown Toronto z innej perspektywy. Bardzo polecamy taką wycieczkę.

Jezioro niczym morze

Jezioro Ontario należy do grupy 5 Wielkich Jezior Ameryki Północnej. Ontario jest z nich wszystkich jednak najmniejsze. Nasze polskie jeziora wydają się przy nim małym zlewiskiem wodnym. Przyrównując nasze polskie Śniardwy – okazuje się, że jest ono ponad 165 razy mniejsze niż amerykańskie jezioro. Ontario jest po prostu jak małe morze – na nas zrobiło właśnie takie wrażenie. Plaże, dziki wiatr, mewy i wszechobecne fale – każdy by pomyślał, że to wzburzone północne morze 🙂

2 linie metra?

Tak naprawdę w Toronto są 4 linie metra (5 w budowie), jednak tutaj pojęcie metra jest inne niż u nas. Metro nie musi jechać pod ziemią, stacje mogą być na i nad ziemią i te też wchodzą w skład ogólnego pojęcia metro. Idą tak naprawdę 2 ważne linie z zachodu na wschód – zielona linia oraz północno-południowa – żółta w charakterystycznym układzie „U”. My oczywiście korzystaliśmy z metra dojeżdżając do centrum Toronto, jednak to nie jest Manhattan czy nawet nasza Warszawa, gdzie stacja metra „centrum” jest rzeczywiście bezpośrednio w centrum 🙂 W Toronto „brak metra” rekompensowany jest przez gęstą sieć linii autobusowych, którymi można dojechać praktycznie wszędzie.

Metrem na degustację piwa

Steam Weastle to browar stosunkowo młody, bo otwarty do użytku w 2000 roku. Trzech kumpli, którzy od zawsze lubili pić piwo, pewnego pięknego dnia stwierdziło – „a otwórzmy browar i sami róbmy piwo”. I tak american a raczej canadian dream come true i w centrum miasta – w starym budynku, po bocznicy kolejowej, otworzyli swój browar. Nazwa nie jest przypadkowa. Steam Whistle oznacza gwizdek parowy i tak właśnie poprzez lokalizację, w której browar został otwarty, nawiązuje do pociągów z czasów pary. My wykupiliśmy sobie wycieczkę ze zwiedzaniem i degustacją piwa. Super zabawa a przy tym lekcja angielskiego 🙂 Na wstępie każdy z biletem został obdarowany piwem, żeby w lepszych humorach zwiedzać budynek browaru. Po zwiedzaniu integracja w grupie i na miłe zakończenie wycieczki znowu po piwku (a my załapaliśmy się nawet na pizzę).

Najdłuższa ulica świata?

Mieszkańcy Toronto, jak również wszyscy Kanadyjczycy, bardzo dumni są ze swojej Yonge Street. Nazywana jest „ucieczką nad Wielkie Jeziora”. W czasach rozrastania się miasta ulica Yonge doliczyła się 1896 km. Kiedyś była to prosta ulica – potem dobudowujące się części miasta dochodziły do niej i tak powstawały kolejne jej części. Obecnie, każda z tych część, w poszczególnych dzielnicach i okolicznych miejscowościach ma już swoje nazwy, a część jest po prostu autostradą. Jednak pod nazwą Yonge pozostało ok. 86 km ulicy – co też robi wrażenie. Ulica jak ulica, ale za to najdłuższa 🙂

 

Kanadyjski liść klonowy

To, co na pewno pozostanie nam w pamięci, to czerwoność liści na drzewach. W końcu nie z byle powodu Kanada ma w swojej fladze czerwony liść klonowy. Dzięki temu, że byliśmy tutaj w październiku mogliśmy na własne oczy ujrzeć piękno przyrody. Ktoś powie u nas w Polsce też mamy złotą jesień, ja powiem- właśnie – złotą. Kanada zaskoczyła nas ilością kolorów liści. A chodniki usłane czerwonymi liśćmi robią naprawdę ogromne wrażenie.

Pionierzy i pierwsi osadnicy Kanady

Dzięki uprzejmości naszych znajomych mieliśmy możliwość zwiedzenia pierwszych osad zakładanych w Kanadzie w XVI w. – kolebki powstawania państwa. Pierwsi Europejczycy, którzy przyjeżdżali na kontynent północnoamerykański – w Kanadzie nazywani są pionierami. Osadnicy, czy to francuscy, czy brytyjscy mieli podobny schemat działania. Mianowicie pierwszym krokiem po wybudowaniu osady była asymilacja z lokalną ludnością – a raczej próba zasymilowania Indian do stylu życia Europejczyków. W obu muzeach mogliśmy dowiedzieć się, że nie zawsze historia była łaskawa – zarówno dla osadników, jak i rdzennych mieszkańców.

  • Huronia Muzeum w miejscowości Midland

Trzeba powiedzieć, że na kontynencie północnoamerykańskim słowo muzeum jest odbierane trochę inaczej niż w naszej kulturze. W większości amerykańskich muzeów praktycznie wszystko jest tak zrobione, żeby odwiedzający przyswoił jak najwięcej wiedzy w przystępny sposób. To znaczy, każdą najdziwniejszą rzecz można dotknąć, strój przymierzyć a do chaty wejść. W Huroni dowiedzieliśmy się wiele na temat początków osadnictwa pierwszych pionierów w Kanadzie. Muzeum jest na świeżym powietrzu a wszystkie „eksponaty” to odwzorowane domy, wigwamy, chaty i inne elementy wyglądające tak, jak w czasach ich powstawania. Oprócz tego, znajduje się tutaj mała ekspozycja przedmiotów używanych w XVI w. – parasole, rowery, książki i inne elementy użytku domowego. Te z racji na swą wiekowość były w gablotkach i nie można było ich dotykać. Więcej na temat muzeum można przeczytać na oficjalnej stronie tutaj.

  • Sainte-Marie among the Hurons

Kolejnym skansenem, który odwiedziliśmy była pierwsza europejska komuna otwarta w stanie Ontario. Została założona przez francuskich jezuitów w 1639 r. Park jest świetnie zachowany, do wszystkich chat, wigwamów można wchodzić i poczuć się jak za czasów pierwszych pionierów. Ogniska paliły się wewnątrz chałup, na stołach leżały kolby kukurydzy, a w oknach wisiały skóry i suszone zioła. Wszystko to buduje atmosferę XVI w. osady zapewniając dodatkowe wrażenia. Oprócz zwiedzania w cenie biletu była możliwość obejrzenia filmu wprowadzającego w historię osady. Naprawdę bardzo polecamy to miejsce, szczególnie dla osób takich jak my, którzy pojechali do Kanady ze znikomą wiedzą na temat jej historii 🙂 Więcej informacji na oficjalnej stronie – kliknij tutaj 🙂

Wodospad Niagara

Z Toronto do miejscowości Niagara Falls jest ok. 130 km. Samochodem to chwilka 🙂 Gdyby nie nasi kanadyjscy znajomi nie mielibyśmy możliwości objechania okolic Niagary i zobaczenia wielu dodatkowych atrakcji. Bardzo im jesteśmy za to wdzięczni 🙂 Wodospad leży na granicy USA i Kanady. Odległość między obydwoma częściami wodospadu to ponad 1 km. Część kanadyjska nazywa się Horeshoe Falls i jest imponująco szeroka – 790 m i wysoka na 53 m. Ale skąd w ogóle tyle wody? Wodospad ten to nic innego jak rzeka o nazwie Niagara, która w tym miejscu rozwidla się i spada kaskadami. Jest to masa wodna, która zaczyna swój bieg w jeziorze Erie (w rankingu Wielkich Jezior zajmuje 4. miejsce) i dalej płynie przez znane nam już jezioro Ontario 😉

Sam wodospad zachwyca swoim ogromem i białą pianą. Jest świetną atrakcją turystyczną i oferowane jest mnóstwo możliwości „zwiedzenia”. Począwszy od klasycznej przeprawy łódeczką praktycznie pod samą spływającą wodę, jest też możliwość, jak w filmach, wejścia do jaskini pod wodospadem, przejażdżka kolejką górską nieopodal nad rzeką, nocne gry świateł na wodzie, helikopter nad wodospadem i masa innych atrakcji do kliknięcia tutaj 🙂 Nam spodobały się dwie opcje – łódeczką po spienionych wodach Niagary i wejście w groty. Szczerze polecamy, bo przeżycia warte swojej ceny! Wszystko jest zrobione pod turystę. Zostało nawet wzięte pod uwagę to, że człowiek może zmoknąć pod wodospadem i dlatego do każdego biletu otrzymuje się specjalne peleryny przeciwdeszczowe-wodospadowe. A widoki zapierają dech!

Wioska, gdzie poczujesz się jak w dawnej Kanadzie

W okolicach Niagary nasi znajomi zabrali nas do bardzo ciekawej atrakcji Westfield Heritage Village – kolejne zupełnie inne podejście do nauki historii. Otóż grupa wolontariuszy, zapaleńców historycznych oraz lokalnych mieszkańców zbudowała miasteczko rodem z XIX w., w którym czuć ducha wczesnej Kanady. Pierwsze obiekty powstawały tutaj w 1964 r. i tak z biegiem lat powstała wioska. Domy tutaj pochodzą od XIV do XX w. Najstarsza część miejscowości to zabudowa z lat 1775-1825. Broszurka informacyjna w pdfie, gdzie można poczytać o każdym z budynków 🙂 Wszystko co się tutaj znajduje jest autentyczne z tamtych czasów – a co jeszcze bardziej podkreśla kanadyjskość tego miejsca- to ludzie, którzy odgrywają tutaj role w oryginalnych strojach, które sami sobie szyją! Niesamowite! Tak więc, idziesz do apteki a tam pan aptekarz w oryginalnym ubraniu spotykanym w wieku XIX, pyta czy coś cię boli i sam tworzy miksturę na przypadłość. Opowiada jak się pozbyć bolącego zęba i jak sobie radzono ze skaleczeniami czy złamaniami. Dodatkowo, w miasteczku znajduje się oryginalny pociąg napędzany parą, który pogłębia klimat tego miejsca. Link do miejscowości tutaj.

Podziękowania

Nasza podróż do Kanady była krótka ale bardzo intensywna. W tym miejscu jeszcze raz chcemy bardzo podziękować naszym wspaniałym znajomym, dzięki których uprzejmości mieliśmy możliwość pojechania do wszystkich tych miejsca, a także spróbowania oryginalnej zupy dyniowej podawanej z chipsami! 🙂

K. i M.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s