Nasz American Dream, czyli Nowy Jork w 60 godzin!

13 października 2015 roku obudziliśmy się w malutkim pokoju wynajętym przez Airbnb (link do Airbnb i gratis 100zł na start) przy 87th Street, Jackons Hight na Queens. Cztery ściany, okno, łóżko, niewielka szafka i nic więcej. Raczej studenckie klimaty niż pięciogwiazdkowy hotel, choć ceną przypominał bardziej te drugie. Nie ma co narzekać, jesteśmy w Nowym Jorku! 😀

Wczorajsza podróż samolotem nie wpłynęła na nas znacząco. Pogoda zapowiadała się wyśmienita. Pierwsze wyjście na lokalną ulicę i od razu poczuliśmy klimat Wielkiego Jabłka. Ceglane, kilkurodzinne domki, z tymi typowymi schodami przeciwpożarowymi na zewnątrz, ciągnęły się aż po horyzont. Praktycznie w co drugim powiewa flaga. Idziemy na śniadanie. Na rogu ulicy typowo amerykańskie puby. Zamawiamy dziwne kanapki – wielkie i raczej tłuste, ale bardzo smaczne. Hasła “fit” i “zdrowie” raczej nie są tu zbyt popularne. Płacimy kilka zielonych i wychodzimy na główną arterię, nad którą ciągnie się fioletowa nitka metra.

Kupujemy karty na transport publiczny – śmieszny sposób ładowania. Nabijamy kartę gotówką i przechodzimy przez bramki na stacji 82 St Jackson Heights, z której jedziemy z przesiadką na 96 St by przejść się do Central Parku.

Całodniowy spacer zakłada w kolejności: Central Park, kolejkę linową i Roosevelt Island, następnie przejście wąskimi ulicami Manhatanu na Time Square i na koniec panorama z wieżowca Rockefellera!

Wysiadamy na powierzchnię. Zgiełk miasta daje się we znaki. Ruch uliczny jak na godzinę 10 całkiem znośny. Ogromna ciężarówka o zupełnie nieznanej karoserii zatrzymuje się na światłach. Mały biały ludzik pojawia się na sygnalizacji świetlnej. Przechodzimy na drugą stronę. Z daleka widzimy już bujną zieleń Central Parku. Mimowolnie przyspieszamy. Przed przekroczeniem granicy ciszy rozglądamy się jeszcze. Wysoka ściana budynków zderza się z kilkunastometrową połacią zieleni. Wchodzimy. Jesteś w innym świecie – oaza spokoju w dżungli miasta. Wielu ludzi spaceruje spokojnie. Poza licznymi biegaczami nikt się nie spieszy. Słońce lekko przebija się przez gąszcz liści, my idziemy z okularami słonecznymi i uśmiechami na twarzy. Pierwsze charakterystyczne miejsca zaczynają pojawiać się przed nami – Strawberry Fields i trochę ludzi. Przy memoriale Johna Lennona ciężko zrobić zdjęcie, ale udaje się. Lokalny grajek przygrywa Beatlesów, a my powoli ruszamy dalej. Jak na środek października pogoda idealna – temperatura + 20C, słońce. Zielone listki ciągle na drzewach. Widok na jeziora z tarasu Bethesda, w tle słynna fontanna m.in. serialu Gossip Girl.

Wychodzimy z parku. Znowu dotyka nas charakterystyczny widok – mieszanina żółtych taksówek wijących się w gąszczu wieżowców. Kierujemy się na kolejkę linową, która zabiera nas na wyspę Roosevelta. Unosimy się dobre 30-50 metrów nad ziemią – fajne uczucie. Krótki spacer z widokiem na Manhattan, kilka fotek i wracamy. Kolejne na naszej liście Chrystler Building i Central Station. Sklepienie na dworcu, imitujące firmament, wielka flaga, słynne schody – to wszystko dokłada cegiełkę do naszego American Dream.

Pod wieczór docieramy do Time Square. Niezliczone ilości kolorowych neonów. Gwar i zgiełk od wszędobylskich turystów. Szybka szamka z foodtrucku. Tym razem porażka – niesmaczna kebabowa kanapka. W planach zachód słońca na Top of the Rock. Długa kolejka do windy lekko psuje nasze plany. Na górze jesteśmy po zmroku. Widok jest niesamowity! Światła wieżowców oświetlają noc niczym zgraja świetlików.

Wracamy. Lodowisko pod wieżowcem nas nie zachęca. Idziemy na metro przy Times Square. Jutro nowy dzień!
__________________________________________

14 października zaplanowany. Wstajemy bez ciśnienia około 9. Śniadanie jemy w lokalnym sklepiku, w którym serwują burgery z frytkami. Za posiłek na prawie cały dzień płacimy po 6,25$. Całkiem okej jak na Stany. Jedziemy metrem do Whitehall Terminal – miejskiego portu, skąd za darmo pływają promy na Staten Island. To bardzo dobra okazja, żeby z całkiem bliska obejrzeć Statuę Wolności. Czas podróży w jedną stronę to około pół godziny. Po dopłynięciu trzeba opuścić pokład. Jeśli chcemy wrócić na Manhattan należy przejść z powrotem przez terminal.

Widok z promu na panoramę Manhattanu wywołuje uśmiech na naszych twarzach! Jest super! Zauważalnym szczegółem jest eskortująca nas motorówka z żołnierzem. Spoglądając w drugą stronę widzimy patynowo-zieloną Statuę Wolności. W prawej dłoni dumnie wznosi pochodnię. W lewej tablicę z datą Deklaracji Niepodległości (4 lipca 1776). Imponujący monument. Ciekawe uczucie gdy można zobaczyć coś, co niegdyś widziało się wielokrotnie tylko w amerykańskich filmach.

Po zejściu na ląd kierujemy się na Broadway – jedną z głównych ulic Nowego Jorku, która ciągnie się przez cały Manhattan daleko poza granice miasta. Na początku ulicy stoi pomnik byka. Charging Bull to kilkumetrowy brązowy posąg. Lokalni maklerzy uważają go za swoja maskotkę, ponieważ jest symbolem finansowego optymizmu i dobrobytu. Legenda głosi, że jeżeli dotkniemy genitaliów posągu to nie będziemy musieli martwić się o nasz sukces finansowy 😉

Mijamy skrzyżowanie z Wall Street. Idziemy dalej ku One World Trade Center. W pobliżu ciągle coś budują. Po pamiętnym 2001 roku trochę się tu zmieniło. W miejscu wież stoją dwie głębokie, kwadratowe fontanny. Bardzo ciekawy pomnik. Chwila kontemplacji, odpoczynek i jedziemy metrem na Brooklyn obejrzeć Manhattan z innej strony. Trzeba przyznać, że z której strony się na nie nie spojrzy, miasto jest swoistą perełką nowoczesnej architektury.

Wracamy przez jeden z najstarszych na świecie mostów wiszących – Most Brookliński. Przechodząc przez skwerek obok miejskiego ratusza widzimy kilkanaście czarnych wiewiórek. Dopiero teraz dociera do nas fakt ogromnej ilość tych gryzoni w mieście. Kierujemy się na Hudson River Greenway. Miejski deptak położony wzdłuż rzeki Hudson. Toczymy się powoli. Zachód słońca z panoramą na New Jersey.

Po kilku kilometrach dochodzimy do parku High Line. Genialny pomysł zagospodarowania niedziałającej już dawnej linii metra. Park ciągnie się przez prawie 2,5 km. Swoistego rodzaju oaza w miejskiej dżungli. Robimy się głodni. Skręcamy w 23rd. Jesteśmy w samym sercu Chelsea. Jemy pyszną pizzę i idziemy na skrzyżowanie Broadway i 5th Avenue. Chwila wytchnienia na ławeczce z widokiem na charakterystyczny Flatiron. Jest kilkanaście minut po dwudziestej. Robimy się zmęczeni. Jeszcze tylko ostatni rzut oka na Empire State Building, Time Square i wracamy. Rano z La Guardii lecimy dalej!

M. i K.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s