Relacja z podróży do Japonii vol. VIII

Niedziela 24.05 – Narita – esencja japońskości 🙂

Nasz ostatni dzień w Japonii pozwoliliśmy sobie spędzić nie w ogromnej paru-milionowej metropolii, błyszczącej światłami neonów, lecz w małym urokliwym miasteczku szukając dawnego ducha tradycji i ciesząc się ciszą i spokojem. To tutaj na pożegnanie z Japonią cieszyliśmy się jej esencją :)Plan na ten dzień był bardzo prosty: zwiedzenie miasta Narita i spotkanie z naszym hostem, u którego mieliśmy zarezerwowany nocleg poprzez portal couchsurfing.com. 

CalorieMate i w drogę 🙂

Powrót z Osaki do Narity mieliśmy bardzo wcześnie rano. Piechotką z hotelu dotarliśmy na lotnisko w Osace, tam posililiśmy się „przyjacielem kalorią” (CalorieMate) i dolecieliśmy do Narity. Miasto Narita znane jest przede wszystkim z tego, że mieści się tu międzynarodowe lotnisko Tokio. Zdecydowana większość pasażerów, którzy przylatują do NRT, po pierwszych zdziewieniach i otrzymaniu wizy, wsiada w pociąg i jedzie prosto do stolicy.  Natomiast wg. nas warto zatrzymać się w tym urokliwym miejscu choćby na parę godzin.

Muzyka na ulicy i wąskie uliczki

Narita okazała się urokliwym miasteczkiem, które zaserwowało nam wiele japońskich atrakcji. Ledwo ruszyliśmy wąskimi uliczkami a już pojawiły się pierwsze zdziwienia. Z głośników porozwieszanych wzdłuż uliczki grała śliczna lokalna muzyka. Od razu poczuliśmy się jakbyśmy cofnęli się w czasie, do tej starej Japonii, w której życie płynęło spokojniej bez ścisku w metrze i nadgodzinach salarymanów. Ulicę zdobiły małe figurki zwierząt z chińskiego horoskopu. Prześliczne!

Rytuał ognia

Spacerując uliczkami Narity trafiliśmy na bardzo ciekawą ceremonię, która odbywała się na placu przed świątynią. Ludzie ustawieni byli w długą kolejkę, oczekując boso na wejście na rozżarzony węgiel. Normalnie żywy ogień! W międzyczasie bębniarze zagrzewali oczekujących wybijaniem różnych tonacji. Świetne przeżycie, aż samemu chciało się zdjąć buty i wskoczyć do kolejki. Jedyne co, to nikt nie był nam w stanie wytłumaczyć co to za święto, po co ludzie wchodzili na ogień. Być może to ceremonia oczyszczająca, być może pokuta, rodzaj testu wiary albo kara. Ciężko powiedzieć o co w tym przypadku chodziło. Patrząc na uśmiechnięte twarze uczestników, była to forma oczyszczenia siebie – odnowienia swojej wiary.

Chińska zupka i darmowa herbata

W pewnym momencie naszej wędrówki natknęliśmy się na kolejne ciekawe miejsce. Japonia do ostatnich godzin naszego pobytu zaskakiwała nas swoją innością 🙂 Otóż, szukając toalety, natknęliśmy się na salę stołówkową, z której mógł skorzystać każdy kto chciał. Obiekt ten oferował, poza oczywiście darmową toaletą, wrzątek (aby np. zalać sobie zakupione w barze chińskie zupki czy inne dania instant) oraz darmową herbatę. Zafascynowani ilością jedzących osób i miło spędzających czas, również postanowiliśmy się posilić i skorzystać z możliwości wypicia japońskiej herbaty.

Japoński styl bycia

Po zwiedzaniu Narity byliśmy umówieni z naszym gospodarzem (wcześniej umówionym poprzez portal couchsurfing.com), u którego mieliśmy nocować. W mieszkaniu kolejne zdziwienie – a dokładnie toaleta. Tym razem bez podgrzewania lecz z możliwością mycia rąk 😉 Bez zbędnych szczegółów, powiedzmy, że umówienie się z naszym hostem było dosyć skomplikowane – mam wrażenie, że bariera językowa oraz odmienność obyczajów była głównym powodem małych niedomówień. Finalnie udało się spotkać i nasz kolega Tony przyjechał po nas samochodem. Było to też bardzo fajne, bo do tej pory nie mieliśmy okazji jechać samochodem prowadzonym przez japońskiego kierowcę. Jako osoba i jako kierowca nasz opiekun okazał się bardzo spokojną, wręcz flegmatyczną postacią 🙂 Tony pokazał nam ciekawe miejsce zaraz obok lotniska Narita. Była to górka spotterska, gdzie fani lotnictwa oglądają i fotografują lądujące i startujące samoloty.

Frytki po japońsku

Wieczorem postanowiliśmy wyjść gdzieś na kolację. Okazało się, że podobnie jak w USA osiedle, na którym mieszka nasz gospodarz, było zupełnie odcięte od świata i tylko dzięki temu, że posiadał samochód mogliśmy dostać się w bardziej komercyjne obszary dedykowane zakupom i restauracjom. I tak, po krótszej dyskusji, stanęło na japońskiej knajpce (nasz ostatni wieczór w Japonii chcieliśmy świętować przy czymś typowym) lecz z odrobiną „european style”, gdyż Tony nie był fanem japońskiej kuchni. I tak zagościliśmy w restauracji z kelnerami, którzy odpowiedzialni byli jedynie za podawanie do stolików jedzenia. Zamówienia składało się w maszynie przy wejściu do restauracji. Każdy mógł sobie wybrać co tylko chciał, kliknąć w ekran, zapłacić i dostać potwierdzenie zamówienia. Ciekawe rozwiązanie. Kelner przychodzi do stolika jedynie po to, żeby przynieść lub zabrać talerze. Dodatkowo, co już było dla nas normą, była dostępna woda oraz herbata (za darmo dla gości restauracji). My zamówiliśmy sobie różne japońskie pyszności a nasz kolega – frytki 🙂

Powrót do domu 😦

Nasza podróż dobiegła końca. Przygotowania, nasze wyczekiwanie i zwiedzanie przeszło do historii. Tak sentymentalnie się człowiekowi robi, kiedy zdaje sobie sprawę, że jeszcze pół roku wcześniej ta podróż wydawała się tak odległa, a teraz już zostały nam tylko wspomnienia i zdjęcia. Lot do domu mieliśmy również Aeroflotem (tutaj więcej na temat naszych wrażeń) i podobnie, jak w stronę do Japonii byliśmy bardzo zadowoleni. Nawet przesiadka w Moskwie nie robiła już na nas takiego wrażenia, jak za pierwszym razem – Japonia wygrała wszystkie rankingi pod względem dziwności i zaskoczenia człowieka na każdym kroku. Do Japonii na pewno kiedyś wrócimy, na razie pozostały nam wspomnienia 🙂

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s