Relacja z podróży do Japonii vol. VII

Sobota 23.05 – Himeji, Osaka

Noc spędzona na statku kosmiczny zleciała bardzo szybko. Wypoczęci i gotowi do dalszego eksplorowania Japoni pożegnaliśmy się, każdy ze swoim kokonem, i ruszliśmy w drogę. Poranek rozpoczęliśmy klasycznie – kupieniem w automacie ciepłej puszki z kawą oraz zieloną herbatą. Wsiadamy w pociąg i już pędzimy do miejscowości Himeji.

Himeji czyli Zamek Białej Czapli

Został on wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO i należy do najstarszych budowli istniejących w Japonii. Jego budowę zakończono w XIV w.! Co ciekawe, żadne z trzęsień Ziemi (a jak wiadomo Japonia jest przez nie często nawiedzana) nie naruszyło oryginalnej konstrukcji. W ramach kompleksu zamkowego odwiedzić można zarówno sam Zamek Himeji, jak i przyległy park, wzgórze z ciekawym widokiem na miasto oraz wiele ścieżek tworzących swoisty labirynt.

Liquor shop

Miasto Himeji zdziwiło nas swoim spokojem. Spodziewaliśmy się tłumów i wielu turystów ze względu na przylegający zamek, jednak być może pora roku wpłynęła raczej leniwie na to miejsce. Co ciekawe to właśnie tutaj spotkaliśmy pierwszy, jak dotąd, automat sprzedający puszki z alkoholem!

Przepraszam, gdzie jesteśmy?

Spotkała nas bardzo zabawna historia. Po zwiedzeniu zamku postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno muzeum, dotyczące historii Japonii. Opis muzeum nas bardzo zainteresował – ponoć była możliwość przymierzenia oryginalnych strojów z czasów dawnej Japonii. Po ustaleniu trasy wsiedliśmy w metro i ruszyliśmy. Wysiedliśmy na stacji, która miała być naszą. Kręcimy się, chodzimy, szukamy owego budynku – jednak bez skutku. Stwierdziliśmy, że spytamy kogoś lokalnego, żeby nam doradził jak znaleźć miejsce. Pokazujemy mapę i próbujemy dowiedzieć się, gdzie powinniśmy się kierować. Niestety w około jakieś pustki. Wchodzimy do małego sklepiku i pytamy. Pani wzięła od nas mapę i zaczęła nią kręcić, odwraca o 180 st i nie jest w stanie powiedzieć gdzie się właśnie znajdujemy 😀 Wyszła więc ze sklepu, a my za nią, chwilę się porozglądała i z wyczuwalną paniką w głosie chyba powiedziała nam, że nie może nam pomóc 😀 Bardzo nas to zdziwiło, po krótszej rozmowie okazało się, że jesteśmy w totalnie drugim końcu miasta i jakimś cudem stacja metra miała podobną dla nas w brzmieniu nazwę do tej, do której dojechaliśmy, a dalej już wiadomo 😉 Muzeum nam niestety zamknęli. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Nasza stacja znajdowała się dosłownie 5 min piechota od Zamku w Osace! Traktujemy to jako swoistą przygodę – a jeszcze bardziej interesujące było to, że napotkana Japonka miała problem ze znalezieniem nas na mapie 🙂

Zamek w Osace nie zrobił na nas zbyt wielkiego wrażenia po tym co widzielismy w Himeji. Owszem ładny z daleka, sceneria fajna, ale to jednak co innego. W porównaniu z tamtym, ten był jakiś mały i szary. Mimo wszystko polecamy przekonać się o tym samemu.

23.05 endo

Ramen z surowym jajkiem?

Spacerując dalej ulicami Osaki na naszej drodze pojawiła się bardzo japońsko wyglądająca malutka restauracyjka. Na zdjęciach przed restauracją były pokazane różne dania z makaronów oraz rameny. To był strzał w dziesiątkę! Jedzenie było pyszne a dodatkowo, malutka przestrzeń bardzo wpisywała się w nasze wyobrażenia o Japonii!

Selfie z wielkim krabem

Jadąc do Japonii wiedzieliśmy, że Osaka „konkuruje” z Tokio pod względem rozwoju technologicznego czy ekonomicznego. Wiedzieliśmy również, że jedna z dzielnic słynie z ogromnych kolorowych reklam i banerów. To własnie w dzielnicy Dotonbori nad wieloma restauracjami zobaczyć można ogromne kraby, które zachęcają do wejścia i skosztowania owoców morza. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta, w okolicy Osaki wyławiane są kraby pacyficzne, które uchodzą za rarytas. Jednak, jest jeden krab – ten najważniejszy – Kani Doraku. Restauracja o tej samej nazwie wybudowała kraba w latach 60 i od lat przyciąga turystów, którzy chcą sfotografować mierzącego 6,5 m morskiego stworka.

Klaun grający na werbelku

Spacerując główną ulicą Dotonbori natknęliśmy się na tłumy robiące zdjęcia mechanicznemu klaunowi (Kuidaore Taro albo Kuidaore Ningyo). Dopiero później dowiedzieliśmy się, że jest to popularna „żywa” figura, która stoi w tym miejscu od lat 50. Idąc śladem innych Japończyków również sfotografowaliśmy postać.

DSC00720

Osaka neonami płyąca

Dochodząc dalej do mostu Nipponbashi przy samym kanale dostrzec można mnóstwo neonów. My byliśmy już po zachodzie słońca i naprawdę robi to ogromne wrażenie. W tym miejscu było zupełnie jasno jak za dnia. Ilość osób na m2 była niesamowita (może powodem była sobota, a może po prostu w Osace tak jest zawsze?) wszyscy chcieli zrobić sobie zdjęcie z najpopularniejszym neonem tej lokalizacji – Glico Man – biegnący chłopiec. Neon był zainstalowany w 1935 r., wtedy był reklamą firmy produkującej słodycze Glico. Historia pokazała, że stał się on niemalże symbolem Osaki.

Japońskie komary

Następnego dnia nad ranem mieliśmy lot powrotny do Narity. Hostel, który sobie zabookowaliśmy był niedaleko od lotniska pod Osaką (KIX). Do hotelu dotarliśmy w środku nocy, ale pomimo tak późnej pory zostaliśmy mile przywitani. Okazało się, że właściciel malutkiego hoteliku znał parę informacji o Polsce i bardzo chętnie z nami rozmawiał zadając różne nietypowe pytania. Finalnie, jak już znaleźliśmy się w pokoju (oczywiście najpierw miała miejsce procedura zostawienia butów przed wejściem i przebranie się w kapcie) okazało się, że po zapaleniu światła naleciała masa komarów! Na półce znaleźliśmy japoński odpowiednik Off’a, który prędzej zabiłby zapachem nas niż te uparte komary. Tak więc, pomimo bardzo ciepłej nocy, musieliśmy spać zakryci z głowami pod kołdrą, żeby się uchronić przed insektami.

Ale owady nam nie straszne, a tym bardziej krótki sen. Następnego dnia czekał nas ostatni dzień w Japonii. Plan zakładał spędzenie połowy dnia zwiedzając Naritę. Drugą połowę spędziliśmy z couchsurferem Japończykiem, u którego mieliśmy nocować. Chcecie poznać szczegóły jak mieszkają Japończycy i jak spędzają swój wolny czas po pracy? Zapraszamy na ostatnią część relacji 🙂

K. i M.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Relacja z podróży do Japonii vol. VII

  1. 😉 Już myślałam, że babka w sklepie, którą spytaliście o drogę, wyszedłszy ze sklepu „chwilę się porozglądała i z wyczuwalną paniką w głosie chyba powiedziała”-… że sama właściwie nie wie, gdzie się znajduje i co tu w ogóle robi

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s