Relacja z podróży do Japonii vol. VI

Piątek 22.05 – Kioto – dawna stolica

Pobudka, szybka wizyta w Lowsonie po śniadanie i wsiadamy do pociągu w kierunku Kioto. Po drodze czekały nas jeszcze dwie przesiadki. Niestety, na Kioto przeznaczyliśmy tylko jeden dzień, więc zwiedzanie czekało nas dość intensywne. Na pewno jeszcze tam kiedyś wrócimy 🙂 Dzień zaczęliśmy od wejścia na wzgórze Arashiyama. Następnie, przechodząc przez las bambusowy dotrzemy w kierunku zabytkowej kolejki, żeby dojechać do Kinkaku-ji, czyli Świątyni Złotego Pawilonu. W kolejnej części dnia odwiedzimy również świątynię Heian, świątynię Kiyomizu-dera oraz świątynię Fushimi Inari-taisha, przy której znajduje się słynny korytarz bram Torii.

22.05 endo

Zdjęcie z makakiem

Około godz. 10 wysiedliśmy na stacji kolejowej Arashiyama. Naszym celem było odwiedzenie parku na wzgórzu Arashiyama zamieszkałego przez małpki – Makaki Japońskie. Wejście na wzgórze jest płatne (550¥) a ostra wędrówka pod górę trwa około 30 minut. W parku przebywa podobno około 170 makaków. Małpek nie można karmić własnym jedzeniem, ale można zakupić za 100¥ specjalnie przygotowaną strawę. Małpki są bardzo pocieszne i miło spędza się z nimi czas, a dodatkowo ze wzgórza możemy podziwiać panoramę na całe Kioto.

Magia bambusa

Przechodząc przez rzekę Oi dochodzimy do słynnego „lasu bambusowego”. Wspaniałe uczucie móc być w takim miejscu. Wszędzie otaczały nas wysokie na kilka-kilkanaście metrów zarośnięte tyczki. W ciągu naszej 25 minutowej wędrówki po zagajniku mieliśmy okazję minąć świątynię z przyległym cmentarzem. Nagrobki, podobnie jak u nas, są zazwyczaj betonowe i ustawione w równych rzędach. Wyróżniał je jednak nie tylko kształt – wysokie obeliski, ale także drewniane elementy, które przypominały narty.

Japoński system informacji

Czekając na autobus 205, który miał nas zabrać do Świątyni Złotego Pawilonu (Kinkaku-ji) mogliśmy zaobserwować niesamowity system informujący nas gdzie lub za ile przyjedzie nasz autobus. Trzy okrągłe okienka, w których pojawiają się odpowiednie do sytuacji obrazki z autobusem lub napisem. Z jednej strony ciekawe i interesujące, a z drugiej strony głęboko nurtujące dlaczego nie można było wywiesić zwykłej rozpiski. No cóż, to jest właśnie Japonia! 🙂

Kinkaku-ji, czyli Złoty Pawilon

Po przyjeździe przywitały nas tłumy turystów, ale głównie Japończyków – wycieczki szkolne i emerytalne. Młodzi Japończycy odbywali również swoje „praktyki z języka angielskiego”. Przełamywali swoją nieśmiałość i starali się porozmawiać z europejskimi turystami. I nas ta przyjemność spotkała, a po krótkiej rozmowie  zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie z umundurowanymi Japońskimi uczniami.

Złoty Pawilon został wybudowany w XIV w. przez szoguna Yoshimitsu Ashikagai i na początku służył za prywatną willę. Dopiero później ten sam szogun przemienił to miejsce w świątynie buddyjską. W XV w. willa została zniszczona w trakcie wojny Onin. Została odbudowana lecz w latach 50 XX w. ponownie zniszczona. Historia jest dosyć ciekawa, gdyż Pawilon został podpalony przez chorego psychicznie mnicha buddyjskiego. Ponownie został odbudowany i w latach 80. pokryty złotem. Każde z trzech pięter Złotego Pawilonu zostało zbudowane w zupełnie innym stylu architektonicznym – pałacowy, styl samurajów i chiński. Na dachu znajduje się figura feniksa, który wydaje się symbolizować właśnie tę świątynię, która coraz to powstawała z popiołów.

Po wizycie w Złotym Pawilonie przyszedł czas, aby odwiedzić Heian Shrine – świątynię, która została wybudowana w 1895 roku dla upamiętnienia 1100 rocznicy założenia Kioto. Dla oka laika konstrukcja robi duże wrażenie architektoniczo-estetyczne. Dodatkowo, nie jest to chyba za bardzo popularne miejsce wśród turystów, bo na miejscu było ich niewielu. Można było za to spotkać Japonki w tradycyjnych kimono.

Korzystając z zakupionego dwudniowego biletu na komunikację w aglomeracji Osaki (4200¥ na lotnisku Kansai), podjechaliśmy kilka przystanków autobusem w okolice słynnej świątyni Kiyomizu-dera. Do świątyni prowadzi deptak, przy którym okoliczni sklepikarze oferują swoje specjały. My pokusiliśmy się na lody z zielonej herbaty. Pyszne!

Otowa-san Kiyomizu-dera czyli Świątynia czystej wody góry Otowa

W zespole Kiyomizu można odwiedzić parę świątyń, wszystkie położone są na wzgórzu. Po przejściu obok głównej świątyni wchodzi się prawie w las. My byliśmy późnym wieczorem i rzeczywiście można było poczuć mistyczny klimat buddyjski. Po obejściu całego kompleksu, dopiero z dołu widać ogrom świątyni i jego ciekawą architekturę. U stóp głównego pawilonu spływa wodospad „Otowa no taki”. Spadająca z góry woda jest rozdzielona na trzy mniejsze strumienie. Legenda głosi, że wypicie łyka wody z każdego z nich przynosi inną korzyść: długowieczność, sukcesy w nauce lub szczęście w miłości. Jednak jak przystało na japońską przypowieść pić można tylko z jednego źródła, gdyż inaczej człowiek, który będzie chciał próbować wszystkich, będzie uważany za zachłannego i chciwego.

Świątynia Fushimi Inari

Następnym punktem naszej wycieczki była świątynia poświęcona bogini płodności, powodzenia, ryżu i rolnictwa. Sam budynek robi oczywiście wielkie wrażenie lecz tak naprawdę hitem tego miejsca jest jednak wytyczony szlak pod górkę, który prowadzi pod tysiącem pomarańczowych bram Torii. Każda brama ma swojego fundatora (osobę prywatną bądź też firmę lub przedsiębiorstwo). Japończycy wierzą, że przyniesie im to powodzenie w życiu. Po drodze spotkać można ogromną ilość różnych boskich wcieleń – takich jak chociażby lisy w zawiązanej na szyi czerwonej chustce. Niestety Japońska noc nastała bardzo szybko a pomiędzy bramami nie było dopływu światła, więc musieliśmy zrezygnować ze wspinaczki na sam szczyt.

Nocleg na statku kosmicznym : )

Nocleg, który sobie zarezerwowaliśmy długo przed wyjazdem, to japoński typowy hotel kapsułowy. Rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania! 9h Capsule Hotel (https://ninehours.co.jp/en/kyoto/) to jak wycieczka do roku 3000 🙂 Już po przekroczeniu progu budynku (obowiązkowo należało zdjąć buty i schować je do specjalnej skrytki, w której czekała para kapci) przywitała nas uśmiechnięta Japonka w mundurku z logiem hostelu. Całe wnętrze jest nowocześnie białe i tylko na ścianach/podłodze są czarne minimalistyczne oznaczenia. Hostel szanuje podział na płcie i pokoje są osobno męskie i damskie, co więcej całe piętra a co za tym idzie i windy 🙂 Tak więc każde z nas pojechało na swoje piętro. W rzędzie dwupoziomowo ustawionych „kokonów” musieliśmy znaleźć nam przydzielony. W pomieszczeniu panował zawsze półmrok (dla uszanowania tych, którzy pogubili się w strefach czasowych i odsypiają za dnia). Wewnątrz kapsuły każdy miał do dyspozycji cały panel sterowania (światłem, głośnością radia, kontaktem). Miejsca było naprawdę dużo i bez problemu mieścił się tam przeciętny Europejczyk, a i pewnie nawet większej postury Amerykanin. Ktoś powie, że to bardzo klaustrofobiczne spać zamkniętym niczym w trumnie. Powiem szczerze, że przez to jak hostel się prezentował, jak nowocześnie wszystko wyglądało bardziej czułam się jak w kapsule hibernacyjnej lecąc na obcą planetę 🙂 Naprawdę szczerze polecamy, bo emocje i przeżycia są niezapomniane!

Po nocnym spacerze po Kioto przyszedł czas na wymarzony nocleg w kapsule i zregenerowanie sił na kolejne przygody. W planie na dzień następny była wizyta w Zamku Białej Czapli (Himeji) oraz powrót do Osaki i odwiedzenie słynnego wielkiego kraba przy Dotonbori. Zapraszamy na kolejną relację już za parę dni!

M. i K.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s