Relacja z podróży do Japonii vol. III

19.05.2015 – CZĘŚĆ III – Tokio – polowanie na bilety na turniej sumo

Sześć razy do roku, w nieparzyste miesiące, rozgrywane są turnieje Sumo, które trwają 15 dni, i w których udział biorą najlepsi zawodnicy z całego świata. Trzy spośród takich turniejów odbywają się w Tokio i akurat podczas naszego pobytu rozgrywany był jeden z nich! Na bilety polowaliśmy już od marca, jednak kiedy zostały włączone do sprzedaży nie zdecydowaliśmy się na ich zakup, lecz polować na najlepsze miejsca bezpośrednio będąc w Tokio.

Ceny biletów dostępnych przez Internet zaczynają się od ¥4100, za pojedyncze siedzenie u szczytu korony, aż po ¥40000 za box (w boxie mieszczą się 4 osoby). Dodać trzeba, że bilety dość szybko się sprzedają z racji popularności tego sportu w Japonii. My wybraliśmy tańszy sposób, aby wejść na pojedynek tutejszych gwiazd. Każdego dnia turnieju o godz. 7.00 otwierane są kasy biletowe i dla pierwszych 250 osób sprzedawane są wejściówki na górną koronę za ¥2200!

Wiedząc, że godz. 7 rano jest godziną otwarcia postanowiliśmy przybyć na miejsce wcześniej i tak ok. 6.40 byliśmy już pod areną. Idąc, z daleka widzieliśmy ciągnącą się kolejkę, co nas lekko zestresowało. Ustawiliśmy się za ostatnimi, po czym szybko policzyliśmy ile jest osób przed nami. Uff, jedynie ok. 125 osób. Całe liczenie okazało się niepotrzebne, bo chwilę później, starszy Japończyk zarządzający kolejką, zaczął rozdawać oficjalne numerki. Kolejny przykład japońskiego geniuszu organizacyjnego 🙂 Dzięki temu osoby, które przyszły 15min po nas już wiedziały, że nie mają po co stać. W Polsce pewnie dopiero przy kasie, po godzinie stania, okazałoby się, że biletów już nie ma 😛

Sumo, czyli sport „pełen emocji”

Harmonogram dnia turniejowego jest zawsze taki sam – walki zaczynają się o godz. 8:00, a kończą zazwyczaj ok. 17. Na początku walczą zawodnicy ze słabszych lig, a dalej coraz lepsi. Sama walka sumo trwa podobno przeciętnie od 5 do 15 sekund. Wyobraźcie sobie te emocje, kiedy wynik przesądzony jest po zaledwie paru sekundach 🙂 Cała ceremonia odbywająca się każdorazowo przed walką zajmuje około 2 minut.

Po kupieniu biletów weszliśmy do areny Ryogoku trochę ją pozwiedzać. Ogólnie, w trakcie trwania takich zawodów z samego rana, arena jest zazwyczaj pustawa. Jest to związane z tym, że rano walczą najsłabsi zawodnicy oraz fakt, że większość Japończyków jest po prostu w pracy. Hala wypełnia się dopiero późnym popołudniem na finałowe walki. My skorzystaliśmy z tego, że praktycznie nikogo nie było, by dobrze zapoznać się z każdym rodzajem miejsca. Faktycznie, boxy są najlepsze. Zaprojektowane są typowo pod Japończyków (co naturalnie nie powinno dziwić), bo czterech przeciętnych Europejczyków miałoby problem (nie mówiąc o większych osobnikach), żeby zmieścić się w kwadracie o wymiarach 2m x 2m i usiedzieć tam jeszcze kilka godzin.

A co poza sumo?

Plan na ten dzień zakładał poranne walki sumo, następnie przejażdżka na Shibuyę, tam obiad i przejście przez park Yoyogi do Tokyo Metropolitan Government Office na taras widokowy. Na koniec dnia powrót na Arenę Ryogoku na finałowe walki i nocny spacer po dzielnicy Shinjuku. Cała nasza trasa poniżej na mapce Endomondo 🙂

sumo

Shibuyia i bezobsługowe sushi

Słynne skrzyżowanie na Shibuyi niestety nie zrobiło na nas zbyt wielkiego wrażenia. Być może dlatego, że byliśmy już po porannych godzinach szczytu i nie było tam zbyt wiele osób. Tak, czy siak, ogromne przekątne przejście dla pieszych wygląda imponująco 🙂

Genki sushi to nasze pierwsze bezobsługowe sushi! Tutaj kelnerzy zastąpieni są przez kilka tacek poruszających się na szynach 🙂 Już samo wejście i złożenie zamówienia było niesamowitą atrakcją, a i posiłek był wyśmienity! Na ekranie menu wyświetla się duży wybór rozmaitych smakołyków. Za talerzyk z dwoma kawałkami płaci się od ¥129 (wtedy ok. 4zł) do nawet ¥340 za bardziej wykwintne. Jakość, wygląd i smak przygotowanych potraw była po prostu nieziemska! Polecamy każdemu!

High five z Domo

Po drodze do parku Yoyogi wstąpiliśmy w odwiedziny do siedziby państwowej telewizji NHK. Tam czekała na nas wielka postać Domo (どーも くん, Dōmo-kun) maskotka-logo NHK, a w środku duży sklepik z innymi, słynnymi w Japonii, postaciami.

Park Yoyogi i Meiji Jingu

W jednym z największych parków Tokio znajduje się shintoistyczna świątynia Meiji Jingu. Nieco zdezorientowani brakiem bezpośredniego przejścia do świątyni spędziliśmy trochę czasu podziwiając bujną zieleń drzew. Sferę sacrum od profanum oddziela wysoka na 12 metrów brama torii. Park przyświątynny jest w nieco innym stylu niż Yoyogi – bardziej dziki i tajemniczy. Świątynia robi niesamowite wrażenie. Nie jest w czerwonych barwach jak buddystyczna świątynia Asakusa. Naszą uwagę zwróciły kolorowe beczułki ustawione jedna na drugą, w których niegdyś przechowywana była sake.

Przemierzając park natrafiliśmy na dojo (miejsce do ćwiczeń różnych sportów walki), w której mogliśmy zaobserwować odbywający się trening Kendo.

Widok na Tokyo z 45 piętra

Tokyo Metropolitan Goverment Building to świetne miejsce, żeby obejrzeć Tokio z wysokości. Na obu widniejących na zdjęciu wieżach znajdują się punkty widokowe, z których można zobaczyć m.in. Sky Tree, Wieżę Tokijską, czy pełną wieżowców dzielnicę Shinjuku. Na 45 piętro (202 m) można wjechać codziennie od poniedziałku do piątku w godzinach 8-18:45 a wstęp jest bezpłatny.

Walka dnia sumo!

Stacja Shinjuku jest największą stacją na świecie pod względem przepustowości pasażerów. Posiada 28 torów – 14 JR oraz 14 innych prywatnych koleji japońskich. Ze stacji Shinjuku szybkim pociągiem JR dojechaliśmy aż pod samą Halę Ryogoku, gdzie ok. 17:45 rozpoczęła się ostatnia finałowa walka turnieju sumo, na którą zdążyliśmy w sam raz!

Najważniejsza walka sumo tego dnia toczyła się w dźwiękach okrzyków i ogólnego gwaru. Zgiełk i atmosfera dopingu ok. 13 tys. osób w hali Ryogoku były niesamowite. Ceremonia przed-finałową walką trwała kilka minut, a sama walka zaledwie kilkadziesiąt sekund. Tuż po zwycięstwie sumoka cała sala zapełniła się fruwającymi poduszkami rzuconymi przez kibiców siedzących w boxach – ogromne szaleństwo! Na sam koniec dumny zwycięzca dał jeszcze ceremonialny popis tańca z łukiem. Cała aula pełna podziwu nie mogła skończyć bić brawo.

Japoński standard – kawa z kotem

Po zakończeniu turnieju wróciliśmy do dzielnicy Shinjuku, w której czekała nas jeszcze jedna atrakcja – Kocia Kawiarnia. Okazało się, że zdecywowanie więcej było tam kotów niż kawy, ale i tę można było oczywiście zamówić 🙂 W Tokio miejsca takie, jak ta kawiarnia, nie jest czymś niezwykłym. Dla ciężko pracujących japończyków jest to w pewnym sensie ostoja spokoju, w której mogą się wyciszyć i zrelaksować pośród potulnych i łasych na smakołyki kociaków. Szukając ciekawych i nietypowych atrakcji przed wyjazdem, dotarliśmy również do informacji, że w samym Tokio można znaleźć wiele kafejek z różnymi innymi zwierzętami (m. in. z sowami, szczurami, czy inne mniej ożywione jak kawiarnia z pluszowymi muminkami o rozmiarach człowieka).

Siorbiąc ramen

Po lekkim odpoczynku z kotami przyszedł czas na spacer i kolację, którą spędziliśmy w lokalnej knajpce z ramenem. Jest to tradycyjna i bardzo popularna potrawa w Japonii. Zupa na bazie mięsa/tofu z dodatkiem surowego jajka oraz makaronem, który podczas jedzenia należy wciągać głośno siorbiąc. Słyszeliśmy, że podobno im głośniej się siorbie tym bardziej ramen smakuje 🙂

Nasza podróż po Tokio nieubłagalnie zmierzała ku końcowi. Został nam ostatni pełny dzień, który zamierzaliśmy spędzić wśród sławnej na cały świat – japońskiej technologii. Chcecie wiedzieć czy udało nam się poznać popularnego na całym świecie robota Asimo? A może zawładnęła nami żądza sterowania humanoidem? Po te i więcej opowieści zapraszamy już niebawem 🙂

M. i K.

Reklamy

7 uwag do wpisu “Relacja z podróży do Japonii vol. III

  1. Super;) Co do kolejek z numerkami, to polskie organizacje i przychodnie powinny brać przykład! Naprawdę tak trudno zorganizować numery i organizację w kolejce? Przecież to część obsługi klienta, już tu zaczyna się doświadczenie marki/miejsca. Kolejkę bez dobrej organizacji, zostawioną samopas, coraz częściej traktuję jako elementarny brak szacunku dla klienta.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Z ogromną przyjemnością przeczytałam wpis i teraz podwójnie żałuję, bo nie udało mi się dotrzeć niestety na sumo, kiedy byłam w Tokio 😦 Dzięki Wam mam chociaż namiastkę. Co do kolejek to faktycznie mają niesamowity system nam też dawali numerki w pałacu cesarskim i teatrze kabuki. Prosty pomysł, a jakże przydatny.

    Polubione przez 1 osoba

    • Walki sumo rzeczywiście robią duże wrażenie. A najbardziej niesamowite w tym wszystkim jest to, że zawodnik przygotowuje się do tego typu zawodów długo przed wstąpieniem w nich, a potem po zaledwie paru sekundach już wiadomo czy przegrał 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s