Münster – westfalskie miasteczko pełne smakołyków

Skąd pomysł żeby pojechać do Münster? Wpadły nam tanie loty Wizzairem do Dortmundu, a że z Dortmundu do Münster jest około 70 km – 30 min pociągiem, to stwierdziliśmy że upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu, zwiedzając oba miasta 🙂

Pociągi z Dortmundu jeżdżą co godzinę w cenie 15 €. Bilety kupiliśmy bezpośrednio w automacie na stacji kolejowej Holzwickede, na którą dotarliśmy z lotniska piechotą. Chwila czekania i już siedzieliśmy w wygodnym pociągu 🙂 Z noclegiem zaszaleliśmy i skorzystaliśmy z opcji couchsurfingu. Niestety Johanna była osobą bardzo zajętą i poza przenocowaniem nas przez dwie noce i spędzeniem wspólnie pierwszego wieczoru, nie mieliśmy okazji do wspólnego zwiedzania.

Münster okazało się ślicznym, małym miastem z przyległym jeziorem i zachowaną oryginalną starówką z ratuszem pochodzącym z XIV wieku. Ze względu na to, że nasz nocleg znajdował się bardziej na skraju miasta, nasze zwiedzanie zaczęliśmy od spaceru wzdłuż  jeziora Aasee. Jezioro jest na tyle duże, że pływały po nim różne łódeczki, kajaczki a nawet małe żaglówki.

W Münster czuć akademicki klimat. Ulice tętnią życiem. Na placu przed katedrą św. Pawła trafiliśmy na radosny, sobotni targ miejski. Można było skosztować lokalnych przysmaków (miody, orzechy, przetwory mleczne, kiełbasy, przyprawy) oraz wtopić się w tłum i poczuć jak mieszkaniec Münster, który przyszedł w sobotę rano na targ kupić świeże produkty na pyszne śniadanie! 🙂 YDXJ0236.jpgPo wielu kilometrach wędrowania po starym mieście nadszedł czas na to, czego w Niemczech spróbować trzeba – piwo! Zachęceni starym wystrojem knajpki Stuhlmacher skosztowaliśmy lokalnego piwa. Kelnerki jak prawdziwe Frau ubrane były w tradycyjne biało-czarne stroje. Restauracja pękała w szwach, a dodatkowo zaczął padać deszcz, więc nawet do naszego niewielkiego stolika dosiedli się ludzie i wspólnie piliśmy chmielowy trunek.

A co jedliśmy? Typowe niemieckie danie – hot doga, ale z lokalną kiełbasą! Hot Dog Station znajduje się przy Bolandsgasse i cieszy się nie lada popularnością. Gorące kiełbaski kupiliśmy w okienku i zjedliśmy jak lokalni, stojąc przed witryną. Taka przyjemność kosztowała nas zaledwie parę euro.

Kolejnym punktem naszego zwiedzania Münster był dwór rodziny Erbdroste. Nie zwiedzaliśmy go w środku, podziwialiśmy jedynie z zewnątrz. Za budynkiem znajduje się przyległy ogród botaniczny. Alejki są wąskie a roślinność podpisana.  Zasiedliśmy sobie między egzotycznymi krzewami i popijaliśmy kolejne piwko zakupione wcześniej w sklepie 🙂 Wieczór, aż do zmroku, spędziliśmy nad jeziorem obserwując przyrodę.

Co nam się strasznie podobało, to to że Münster jest miastem rowerowym.IMG_3163.JPG Momentami można poczuć się prawie jak w Danii czy Holandii, gdzie ilość rowerów przekracza liczbę mieszkańców! 🙂 Wg danych statystycznych w mieście jest około 500 tys. rowerów (przy zaludnieniu około 280 tys.) a drogi rowerowe mierzą łącznie 275 km! My spotkaliśmy naprawdę ogromne ilości rowerów zaparkowanych dosłownie wszędzie. Oprócz zwykłych parkingów rowerowych (co i tak brzmi całkiem egzotycznie – parking rowerowy? Zwykły? To jaki może być niezwykły? 🙂 ) znaleźliśmy piętrowe parkingi podziemne, które mogły pomieścić bardzo dużo rowerów!

A jaki plan na niedzielę? Mecz Borussi Dortmund!

Po śniadaniu marszem ruszyliśmy w stronę dworca kolejowego i wsiedliśmy w pociąg, który zawiózł nas do miasta. Z Haupfbanhoff ruszyliśmy prosto na stadion Borussi Dortmund. Już w pełnym od kibiców BVB metrze czuliśmy meczową atmosferę. Pod stadionem trwał w najlepsze piknik 🙂 Kibice w barwach klubu jedli sobie kiełbaski z grilla, pili piwo i ogólnie czuć było emocje związane ze zbliżającym się pojedynkiem. IMG_3267.JPGBorussia miała podejmować tego dnia Bayer Leverkusen. Kibice gorzej przygotowani mogli kupić sobie szaliki, koszulki, czapki i inne gadżety w żółto-czarnych barwach w przystadionowych budkach. Niestety my biletów na mecz nie mieliśmy kupionych wcześniej, bo naszym planem było kupienie ich trochę taniej przed samym meczem. Całkiem dużo osób szukało biletów i podobna ilość sprzedawała je „od ręki”. Ustaliliśmy że maksymalnie możemy wydać 50 € za dwa bilety. Okazało się jednak, że za jeden, trzeba byłoby wydać minimalnie taką kwotę. No cóż, może następnym razem. Finalnie biletów nie kupiliśmy, ale fragmenty meczu obejrzeliśmy w pubie przy, co już was nie powinno zdziwić, niemieckim piwku 🙂

A co jedliśmy w Dortmundzie? Coś czego nie można ominąć będąc w Niemczech, czyli kebaba!

Powrót na lotnisko okazał się nie taki łatwy jak przypuszczaliśmy. Z racji tego, że była to niedziela nie wszystkie pociągi jeździły, a te które działały, miały specjalny rozkład jazdy i odstępy czasowe między jednym a drugim były bardzo długie. Finalnie udało nam się dotrzeć na lotnisko z dwoma przesiadkami i niemałą przygodą. W pociągu nieco się zagadaliśmy i o mały włos nie przegapilibyśmy naszej stacji przesiadkowej, co skutkowałoby spóźnieniem się na samolot powrotny. Dosłownie w momencie zamykania drzwi, szybko wyskoczyliśmy i z lekką adrenaliną przeszliśmy na kolejny pociąg.

Tak nam minął weekend w Niemczech. Urokliwe akademickie miasteczko i meczowa fiesta w czarno-żółtych barwach były miłą odskocznią od codzienności!

K. i M.

Reklamy

13 uwag do wpisu “Münster – westfalskie miasteczko pełne smakołyków

  1. Uwielbiam miasta rowerowe. Mają w sobie pewien specyficzny urok i luźną atmosferę.
    W Munster zainteresował mnie ten dwór rodziny Erbdroste i ogród botaniczny – bardzo lubię wypoczynek w takich miejscach w środku miasta.
    Chyba czas wybrać się na mini weekend do Niemiec 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s