Izrael pełen kontrastów

To co nas bardzo pozytywnie zaskoczyło to niesamowita umiejętność życia obok siebie wielu kultur i religii. Podróżujemy już trochę po świecie, ale tego co było w starej Jerozolimie – żydowskich chłopców w myckach bawiących się z arabskimi, a obok komercyjna, błyszcząca choinka i dzwony bijące z katolickiego kościoła – jeszcze nigdy nie widzieliśmy.W sumie spędziliśmy 3 dni w Tel Awiwie i Jerozolimie. Plan był taki, żeby pojechać nad Morze Martwe jednak grudzień nie jest dobrym miesiącem i pogoda nam to uniemożliwiła. Wrócimy tu pewnie kiedyś wiosną albo jesienią.

Zacznijmy od początku. IMG_8556.JPGNasz samolot do Tel Awiwu wylądował trzydzieści minut po północy. Po przejściu przez kontrolę paszportową, odebraniu wizy (o tym za chwilę) i odbiorze bagażu rejestrowanego okazało się, że nasza kolejka do miasta uciekła (kolejka do centrum jeździ co godzinę w środku nocy). Pozostały nam dwie opcje – albo taksówka, albo czekanie na kolejny pociąg, a potem jeszcze piechotą ok 40min. Nigdy wcześniej za granicą nie wybieraliśmy tej opcji, ale tym razem dużo wygodniejszą i korzystniejszą okazała się podróż taksówką.

Na lotnisku można spotkać dwa rodzaje taksówek. Te legalne i te mniej. Ledwo wyszliśmy na halę przylotów, wielu mężczyzn w skórzanych kurtkach rzuciła się na nas, jak menel na jabola, oferując przejazd do miasta. Z ciekawości zaczęliśmy pytać o cenę i negocjować swoją. Po tym jak odmówiliśmy prywatnemu taksówkarzowi, on zaczął za nami krzyczeć, że taniej się nie da, wprowadzając raczej niesympatyczną atmosferę. Taxi, które wzięliśmy było tym z legalnego źródła z taksometrem, którego i tak taksówkarz nie włączył, bo dogadaliśmy się „na gębę” co do całkowitej ceny. Na lotnisku przed wyjściem spotkaliśmy jeszcze dwójkę polaków, z którymi razem pojechaliśmy do miasta. Za cały przejazd przewoźnik pobrał 160 szekli, co dawało, nie aż takie straszne, 40 na głowę.

Wiza i kontrola paszportowa na wjeździe do Izraela.

Słyszeliśmy różne historie, że kogoś bardzo wypytywali, że komuś nie dali wizy, albo, że stawiają stemple do paszportów (co uniemożliwia potem wjazd do niektórych krajów bliskiego wschodu). Z nami było zupełnie inaczej. Być może dlatego, że żadne z nas nie miało pieczątki z krajów arabskich, być może wzbudzamy zaufanie, wizę dostaliśmy bez żadnego pytania, nawet o powód wycieczki czy miejsce docelowe. Pani celniczka wzięła paszporty obejrzała zdjęcie, nas, a potem wydrukowała wizę na osobnej karteczce i po sprawie 🙂

A jak z powrotem?

Tak samo, jak przy wjeździe. Wiele hałasu o nic – naczytaliśmy się traumatycznych przygód ile to godzin trzeba być przed wylotem na lotnisku, ile czasu i nerwów człowiek straci przez celników izraelskich. Na szczęście nas nie spotkało nic z tych rzeczy. Dostaliśmy informację w hostelu, że najlepiej być na lotnisku około 3h przed wylotem. Woleliśmy nie ryzykować i byliśmy prawie 4,5h przed wylotem. Kiedy dotarliśmy na terminal okazało się, że kolejkę do pierwszej kontroli dla naszego lotu otwierają 3h przed wylotem. Starszy pan zarządzający ruchem kolejkowym niemile oznajmił, że lot do Warszawy jest o 20:20 więc nas nie wpuści i żeby podejść po 17. No więc nic innego nam nie pozostało jak grzecznie siedzieć i obserwować kolejki (bo były trzy, całkiem długie i to najbardziej przerażało), techniki ochroniarzy i ciekawe zachowania ludzi. Kiedy już zostaliśmy dopuszczeni do pierwszej kontroli (poszło zaskakująco szybko) pani z ochrony bardzo ostrym tonem zaczęła zadawać nam pytania typu czy sami pakowaliśmy bagaż, czy dostaliśmy od kogoś prezent, czy razem mieszkamy, jak długo się znamy itp.. Oceniła nas na tych „mało niebezpiecznych” i przylepiła na paszport karteczkę z numerem 2. Następnym krokiem było oddanie bagażu rejestrowanego w check-inie. Tutaj wbrew pozorom było więcej problemów niż z kontrolą paszportową. Okazało się, że nasz plecak musiał zostać specjalnie zabezpieczony, ze względu na dużą ilość troczków i zostaliśmy odesłani do okienka z bagażem ponadwymiarowym. Tam w dosyć niesympatyczny sposób pani powiedziała, że mamy okleić bagaż taśmą klejącą. Tak też zrobiliśmy. Po tym wszystkim nasz bagaż wyglądał jak „czopek”, ale został przyjęty i nadany. Kolejnym etapem była kontrola paszportowa i odebranie wizy wyjazdowej. Czekaliśmy około 20 min. Następnie procedura wyglądała całkiem standardowo, czyli przejście przez security i przejście do gate’u, z tą jednak różnicą, że tu sporą rolę odgrywały numerki nadane na początku kontroli. Dobrze, że my dostaliśmy numerek 2 (6 był najgorszy), bo to oznaczało zwykłe przejście przez kontrole (bez rewizji osobistej). Stojąc w kolejce jedna z ochroniarek podeszła do nas i sprawdziła nam numerki czy oby na pewno stoimy w dobrej kolejce (licząc pewnie na to, że zostaniemy zawróceni do rewizji osobistej :P). Ogólnie oceniając nasz pobyt na lotnisku, myślę, że na taką ilość osób która sie tego popołudnia przewinęła, kolejki szły sprawnie 🙂

Nowoczesny Tel Awiw

DCIM106MEDIA

Tel Awiw, zwany lokalnie Nowym Jorkiem Izraela, jest mieszanką nowoczesnej metropolii i starożytnego arabskiego miasteczka. Na horyzoncie da się zauważyć wiele wysokich wieżowców, a spacerując po mieście poczuć klimat orientalnych bazarów. Po porannym śniadaniu ruszyliśmy w kierunku najstarszej dzielnicy Tel Awiwu – Jaffy, która była kiedyś oddzielnym miastem z jednym z najstarszych portów na świecie. Charakterystycznymi punktami Jaffy są wieża zegarowa z 1906 roku oraz XII-wieczny meczet Al-Mahmudijja. Warto udać się na wzgórze do parku Abrasha, z którego rozciąga się panorama całego miasta. Po zwiedzeniu Jaffy poszliśmy brzegiem wzdłuż plaży. Silny wiatr nadawał morzu ogromnych fal, które przy kontakcie z kamienistym brzegiem rozpryskiwały się na kilka metrów. Na dalszym, piaszczystym, odcinku plaży nie lada gratką było dla nas spotkanie małego stadka kitesurferów 🙂 Wiatr miotał ich żaglami raz w lewo, raz w prawo z bardzo dużą częstotliwością. Byliśmy zaskoczeni, że na tak małej powierzchni, żaden z nich nie wpadł na innego.

Kolejnym etapem zwiedzania Tel Awiwu była jedna z głównych ulic miasta – Allenby. Idąc nią doszliśmy do promienistego skrzyżowania i placu Tarczy Dawida (Magen David Square). Na placu były ustawione krzesełka i wiele ludzi odpoczywało sobie, paliło papierosy i rozmawiało – pamiętajmy, że był to grudzień! 🙂 Następnie przyszedł czas na Carmel Market i wyczekiwany obiad. Przed wyjazdem wyszukaliśmy „najtańsze” lokale gastronomiczne, jednak dobrą opcją okazało się wejście na bazar i poszukanie czegoś lokalnego za na prawdę (jak na Izrael) parę groszy. Idąc coraz dalej w głąb bazaru dotarliśmy do samego jego serca – a tam baklawy, chałwy, przyprawy, słodycze, sery, świeże warzywa i owoce – same pyszności, grajek śpiewający Eda Sheerana i co najważniejsze falafele! Udało nam się trafić na stoisko ze świeżymi falafelami (robionymi na naszych oczach), koszt tego smakołyku to zaledwie 7 szekli. Polecamy! Na koniec dnia wstąpiliśmy do supermarketu, żeby kupić lokalne piwko i chipsy by móc się nimi nacieszyć na dachu naszego hostelu.

Jerozolima stolica

img_8644Jerozolima jest największym miastem Izraela. Przejazd z Tel Awiwu to zaledwie godzina jazdy autobusem. Mimo tak niewielkiej odległości, klimat zmienił się diametralnie! Z wietrznego, ale ciepłego (+18 stopni) Tel Awiwu, wjechaliśmy w deszczową i mroźną (+5 stopni) Jerozolimę.

Niestety pomimo nałożenia na siebie wszystkich dostępnych t-shirtów ciągle było nam zimno, więc na miasto wyszliśmy dopiero po krótkim odpoczynku w hostelu. Pierwszego dnia zrobiliśmy rundę rozpoznawczą po starym mieście odwiedzając między innymi Ścianę Płaczu. Przemierzając przez stare miasto udało nam się obejrzeć, dzięki kiepskiej pogodzie bez ogromnej kolejki, grób Jezusa w Bazylice Grobu Pańskiego.

Drugi dzień zaczęliśmy od porządnego śniadania! Bufet szwedzki oferował wiele dań kuchni izraelskiej. Mieliśmy okazję spróbować shakshukę, różne rodzaje humusu, tahini, labneh oraz wiele świeżych warzyw. Tu warto zwrócić uwagę na fakt przepysznej i bogatej oferty śniadaniowej w obu hostelach. Następnie pełni energii poszliśmy na miasto, które przywitało nas zdecydowanie lepszą pogodą (+9 stopni i kawałek słońca). Ruszyliśmy na stare miasto, wchodząc przez bramę Damasceńską, udaliśmy się w kierunku meczetu Al-Aksa i Kopuły na Skale, które były otwarte dla zwiedzających do godziny 11. Właściwie jest to wejście tylko na tereny wzgórza, bo do meczetu wstęp mają tylko muzułmanie. Potem wychodząc przez bramę św. Szczepana poszliśmy na Górę Oliwną, z której rozciąga się panorama na całe miasto. W tym też miejscu usytuowany jest największy, najstarszy i najważniejszy cmentarz żydowski, na którym wg Starego Testamentu ma nastąpić dzień Jahwe, czyli po naszemu Sąd Ostateczny.

Schodząc ze wzgórza weszliśmy jeszcze do kościoła Grobu Najświętszej Marii Panny, w którym jak nie trudno się domyślić, znajduje się grób Marii. Kolejnym punktem w planie było przejście Drogi Krzyżowej, która zaczyna się przekraczając Lwią Bramę (czyli Bramę św. Szczepana). Kolejne stacje biegną wzdłuż ulicy Via Dolorosa (łac. droga cierpienia, krzyżowa). Droga Krzyżowa to niecały kilometr, a stacje, które kiedyś znajdowały się poza granicami miasta, teraz rozmieszczone są niekiedy w ciężko dostępnych miejscach. Na ścianach budynków są zamontowane kamienne tablice z danym numerem stacji, która miała tu miejsce. Pięć ostatnich stacji (od X do XIV) mieści się wewnątrz Bazyliki Grobu Pańskiego. A ostatnim punktem zwieńczającym tradycję jest właśnie grób Jezusa.

Pomimo odmiennych obyczajów i img_8695temperamentu lokalnej społeczności, kraj zrobił na nas niemałe wrażenie. Zlepek religii i przeplatających się kultur jest nie do przecenienia. Kraj nam się podobał – Tel Aviv zapamiętaliśmy jako nowoczesne miasto przylegające bezpośrednio do morza z niesamowitym wiatrem, a Jeruzalem jako kolebkę wielu religii i tradycji. Co łatwo było zauważyć to duża ilość policji i wojska na ulicach z karabinami z ostrą amunicją. Poziom bezpieczeństwa jest bardzo wysoki, choć niekiedy ma się wrażenie, że kraj jest w permanentnym stanie wojny (co jest poniekąd prawdą). W Izraelu służba wojskowa jest obowiązkowa dla każdego nie zależnie od płci. Co ciekawe wielu młodych poborowych na swoje przepustki wychodzili z karabinami zawieszonymi na szyi.

K. i M.

Reklamy

21 uwag do wpisu “Izrael pełen kontrastów

  1. Nas też zachwyciło te współistnienie kultur obok siebie 🙂 ale nie zawsze jest tak kolorowo, na działania wojskowe Izraela trudniej spojrzeć przychylnie. Często legitymują Palestyńczyków w Jerozolimie,byliśmy świadkiem, i jak żydzi świętowali Chanukę śpiewając i tańcząc z tej okazji to byli otoczeni przez ochronę izraelską. Arabscy mieszkańcy już by takiej ochrony nie dostali. Ale to cudowny kraj… wart odwiedzenia. Szkoda, że tym razem nie udało się nad Morze Martwe – my byliśmy 26 grudnia, dało radę, ale wiadomo…mogłoby być cieplej na zewnątrz 😀 Woda miała 22 stopnie, a na zewnątrz 18 było – czuć różnicę po wyjściu z wody! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. My również przeszliśmy przez procedury na granicy bezboleśnie 🙂 Pytano nas tylko o to, w jakim celu przylecieliśmy, co chcemy robić i czy mamy zarezerwowane noclegi. Nawet pieczątki z Maroka w paszporcie nie zwróciły jakoś specjalnie uwagi celników. Spodziewałam się problemów, tłumaczenia, a tu naprawdę wszystko szybko poszło. Chciałabym wrócić kiedyś do tego kraju, jest tam jeszcze tyle niesamowitych miejsc, których nie widzieliśmy… 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Było mi dane spędzić w Izraelu tylko 24h, ale wiem, że tam wrócę, bo nawet w takim krótkim czasie to miejsce mnie urzekło. I właśnie na początku zauważyłam tę wielokulturowość, która daję się odczuć, jak nigdzie indziej. Niesamowite miejsce. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Wróciłabym…to jedno z miejsc, do którego często wracam…w moich wersja roboczych czekają 4 kolejne artykuły z Izraela, a właściwie opowiadania 🙂 Natomiast co do wiz i rozmów, to pytają o kraje arabskie, jeśli mamy pieczątki w paszporcie. Zdarza się, że pytają nieco więcej, jeśli mamy dużo tych pieczątek 😉 I przy okazji, warto prosić o stempel na oddzielnej kartce, bo nie zawsze tak się dzieje, jeśli planujemy wyjazd do Iranu, Iraku, Kataru, Emiratów, Syrii, Sudanu, Mauretanii a nawet Jordanii (ta ostatnia jest przeze mnie sprawdzona – nie wjedziecie tutaj z wizą izraelską ani z Izraela). Za to na pewno wjedziecie do Egiptu, Malezji i Indonezji i Turcji – to też testowałam. Ja miałam również pecha na granicy marokańskiej, ale może dlatego że przekraczałam ją drogą lądową. Jeśli chcecie popatrzeć na Jerozolimę moim oczami, zapraszam tutaj: http://www.hamaklife.com/azja/izrael/

    Polubienie

  5. Dzięki za przypomnienie wspaniałego Izraela 🙂 Miałam okazję być tam w październiku 2015 roku, upał był niemały. My przy wjeździe nie mieliśmy żadnych problemów, ale przy wyjeździe trochę nas jednak przepytali – tak samo jak Wam, zadali nam pytania czy sami pakowaliśmy bagaże itd., a potem jeszcze przepytali osobno 2 osoby z naszej 6-cio osobowej grupy (jakie miasta zwiedzaliśmy, gdzie spaliśmy, skąd się znamy itd). Ale bez stresu 🙂
    Na mnie Jerozolima również zrobiła niesamowite wrażenie, chętnie bym tam wróciła. Tel-Aviv – szczerze mówiąc, niekoniecznie. Mi udało się wykąpać w Morzu Martwym – woda jest naprawdę obrzydliwie słona… no i udało mi się zrobić wymarzone zdjęcie z gazetą, którą czytam leżąc w wodzie 😛 Chętnie bym wróciła jeszcze kiedyś do Izraela – byłam tam 1,5 tygodnia, ale to za mało…
    Pozdrawiam, życzę dalszych inspirujących podróży!
    Agnieszka
    http://www.musmozolu.com

    Polubione przez 1 osoba

  6. Ale fajny blog!!! Trafiłam przypadkiem ale już się zadomowiłam 🙂 Świetne zdjęcia i posty. Izrael też na mojej liście marzeń 🙂 Zapraszam też do siebie, a tymczasem zagłębiam się w dalsze wpisy 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  7. Chciałam sie kiedyś wybrac do Jerozolimy, ale nie zostałam wpuszczona do Izraela… wtedy się trochę na ten kraj obraziłam, ale zaczyna mi powoli przechodzić i zastanawiam się, czy nie spróbować ponownie 🙂

    Polubienie

    • Przeczytałem właśnie Twój wpis na blogu i jestem w lekkim szoku. Powiem Ci, że kraj jest ciekawy i warty odwiedzenia, ale nie za wszelką cenę. Jest przecież masa innych miejsc do zobaczenia na świecie, więc nie przejmuj się 🙂
      M

      Polubienie

  8. Choć kiedyś, w przyszłości chcielibyśmy odwiedzić Izrael, to jak narazie nie interesowalismy się kwestiami formalnymi. Bardzo zaciekawiła mnie jednak ta sprawa z pieczątkami… muszę się zagłębić w ten temat.

    Polubienie

    • Wszystko zależy czy byliście już wcześniej w krajach arabskich i macie z nich pieczątki w paszporcie (wtedy na wjeździe do Izrela może pojawić się podstawa do szczegółowego przepytania czemu chcecie odwiedzić Izrael lub po prostu odmówienia wjazdu). Teraz na szczęscie izraelskie służby graniczne nie wlepiają wizy do paszportu tylko dostajecie ją na osobnej karteczce, więc w drugą stronę – podróż do krajów arabskich już nie jest problemem, bo karteczkę z wizą można w każdej chwili wyjąć po opuszczeniu Izraela.
      K

      Polubienie

  9. W ostatnim czasie mam wrazenie ze Izrael stal sie bardzo modnym kierunkiem. Co chwile slysze, ze ktos tam jedzie. Ja przyznam szczerze ze dlugi czas mnie tam nie ciagnelo ale teraz moja ciekawosc wzrosla i chetnie bym pojechala ☺️

    Polubienie

  10. Izrael? Piękny kraj, który zachwyca bez względu czy jest się na południu, czy na północy. Stara Jerozolima jest cudowna, jednak zawsze mi mówiono, że lepiej nie kręcić się w części arabskiej po zmierzchu, ponieważ różnie to może się dla mnie skończyć. Szkoda, że nie wrzuciliście większej ilości zdjęć 😦

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s